fot. Stal Rzeszów

Klub ze stolicy Podkarpacia zakończył spekulacje na temat następcy Daniela Myśliwca. Media informowały o różnych możliwościach, pojawiło się nawet nazwisko Marka Papszuna.Ostatecznie trenerem klubu mającego duże ambicje został Marek Zub. O jego zakontraktowaniu klub poinformował kibiców za pośrednictwem mediów społecznościowych. Zrobił to w bardzo atrakcyjnej formie.

57-letni trener znany jest z pracy w Widzewie Łódź i GKS Bełchatów , ale znaczną część kariery spędził w ligach bałtyckich. Prowadził m.in. litewski Żalgiris Wilno (2 razy zdobył tytuł mistrza kraju), a ostatnio pracował w łotewskim FK Spartaks Jurmała.

W swoich pierwszych latach pracy w roli trenera był choćby asystentem Oresta Lenczyka w GKS-ie Bełchatów i razem świętowali wicemistrzostwo kraju. To była dla niego przepustka do pracy w Widzewie Łódź, w którym najpierw był trenerem, a następnie dyrektorem sportowym.

Po pracy w łódzkim klubie trafił do Polonii Warszawa, w której w przeszłości pracował z rezerwami, a tym razem został asystentem Jacka Zielińskiego, a następnie Czesława Michniewicza.

W 2012 roku selekcjonerem reprezentacji Polski został Waldemar Fornalik i trener Zub miał pracować w jego sztabie. Miał pracować, bo już w trakcie pierwszego spotkania, kiedy miało dojść do podziału obowiązków, zadzwonił do niego telefon.

– Znany mi numer z Żalgirisu. Jako dyrektor Widzewa miałem z nimi bardzo dobre kontakty. Wyszedłem na chwilę, padło pytanie, czy jestem zainteresowany. Nawet nie myślałem, odpowiedziałem, że tak – opowiadał w rozmowie ze Sportowymi Faktami.

Można powiedzieć, że od tego momentu kariera trenera Zuba nie była na pewno sztampowa i typowa dla polskich trenerów, którzy w nielicznych przypadkach dostawali szansę w klubach zagranicznych.

Nowy trener Stali Rzeszów w 2012 roku podjął więc decyzję o przeprowadzce na Litwę, gdzie objął bardzo utytułowany Żalgiris Wilno. I już na dzień dobry z tym klubem został wicemistrzem kraju. Jeszcze lepiej było rok później, kiedy na jego zespół nie było mocnych i Żalgiris pierwszy raz od 14 lat świętował tytuł mistrzowski. Rok później udało się to osiągnięcie powtórzyć. Żalgiris w tym czasie zdobył także trzykrotnie Puchar Litwy, no i oczywiście występował w eliminacjach do europejskich pucharów.

Rywalizacji z Żalgirisem nie wspominają za dobrze na pewno fani Lecha Poznań, bo drużyna prowadzona przez Marka Zuba wyeliminowała „Kolejorza” w edycji 2013/2014 Ligi Europy. Wtedy Litwini odpadli dopiero na ostatniej przeszkodzie, a rywalem był Red Bull Salzburg. Trener Zub został mocno doceniony za te osiągnięcia i wybrano go trenerem roku, co, patrząc na to, że na Litwie bardzo mocno stoi koszykówka, było nie lada osiągnięciem.

Ostatecznie w grudniu 2014 roku jego przygoda z tym klubem dobiegła końca, a w marcu następnego roku podjął się trudnej misji uratowania przed spadkiem GKS-u Bełchatów, co ostatecznie się nie udało.

Początkiem kolejnego roku trener podjął kolejną odważną decyzję i poleciał do Chin, gdzie objął Liaoning Shenyang Urban, w którym pracował do końca roku.

Następnie zdecydował się na następną przeprowadzkę, tym razem na Łotwę, gdzie został trenerem Spartaksa Jurmala. Pół roku później pracował już na Białorusi, a dokładniej w Szachciorze Soligorsk, z którym prawie do końca sezonu bił się o tytuł mistrzowski. Na początku kolejnego sezonu rozstał się z tym klubem, ale nie musiał długo czekać na kolejną pracę, bo w sierpniu ponownie zawędrował mocno na wschód, do Kazachstanu, gdzie przejął Toboł Kustanaj, świeżo po tym, jak drużyna odpadła z eliminacji do Ligi Europy. W tym kraju długo jednak Marek Zub nie popracował, bo do grudnia, a w lutym kolejnego roku ponownie odezwał się Żalgiris. Ta druga przygoda z klubem z Wilna potrwała jednak zaledwie kilka miesięcy.

Nie przeprowadził się za daleko, bo ponownie na Łotwę i został trenerem FK Tukums. Tam jednak nie było mu dane na dobre popracować, bo przyszła pandemia i tuż przed startem sezonu wrócił do Polski.

– Dwa dni przed startem sezonu padł po raz pierwszy termin „lockdown”. Trzeba było się pakować i jechać do domu. Na granicy długie oczekiwanie. Można było odnieść wrażenie, że sytuacja jest wyjątkowa. W Polsce zaczynał się lockdown o 24, a ja przekraczałem granicę tuż po północy. Byłem chyba jednym z pierwszych Polaków na kwarantannie. Siedziałem w domu, podjeżdżała policja i mnie sprawdzała – opowiadał w wywiadzie udzielonym Sportowym Faktom.

Rok później ponownie został trenerem Spartaksa Jurmala i to był ostatni pracodawca trenera Marka Zuba.

Teraz czekają go kolejne wyzwania, już w roli trenera Stali Rzeszów. Z naszym klubem związał się 3-letnim kontraktem.

źr. Stal Rzeszów